czwartek, 27 grudnia 2018
po świętach - nareszcie

Święta, święta i po...Nareszcie. Magia świat wychodziła mi już uszami. Za dużo ciasta, za dużo kontaktów towarzyskich, za dużo stania przy garach. Wolę ciszę i spokój, potrzebne mi tym bardziej, że robię duże zlecenie, które wymaga koncentracji i równocześnie pośpiechu, bo termin goni. A jak tu się skoncentrować, kiedy placek czekoladowy woła "zjedz mnie", a rodzina "chodź zagrać w scrabble"? No właśnie - niewiarygodnie smutne jest to, że nieustannie przegrywam ze wszystkimi w scrabble. Do licha, w końcu zarabiam na życie słowami, powinnnam rozwalać ich na planszy, a tu kicha. Chyba po prostu za łatwo się dekoncentruję.

Między seansami scrabbli i wpychaniem w siebie ciasta siedzimy z Lolą przy laptopie i analizujemy. Które szkoły, które klasy, jakie profile. Skrapiamy nasze analizy gęsto rzęsistymi łzami Loli, rozpaczającej, że ona się nigdzie i nigdy nie dostanie. Na co odpowiadam pogodnie, że zawsze będzie zapotrzebowanie na usługi w handlu, poza tym może przecież pracować w zoo i karmić lemury. Na nic jednak moje pociechy, Lolę zżera lęk i stres. Zanim dotrzemy do egzaminów, będe musiała zainwestować w psychoterapię, bo mi się dziecko rozjeżdża emocjonalnie...

Osobiście uważam, że powinna pójść w aktorstwo albo pisanie. Scenariusz jasełek, jakie wymyśliły w tym roku z kuzynką, był dość obrazoburczy, ale zaskakująco aktualny i błyskotliwy. Bohaterami była imigrancka para, Marysia i Józio, uciekajaca przed gangiem narkotykowym. Spektakl był retrospekcja ostatnich dni życia tych młodych zagubionych ludzi, a zaczynał się odnaleziem ich zwłok w opuszczonej stajni....Muszę przyznać, że wrażenie było niezapomniane, a historia bardzo dramatyczna...

Wszyscy dostaliśmy bardzo fajne prezenty, które podkreśliły naszą obsesyjno kompulsywną naturę i to, że NAPRAWDĘ uważnie wsłuchujemy się w nasze potrzeby. Dlatego Lola dostała aż  trzynaście par puchatych skarpetek, Misiek oprócz swetra w norweskie wzory szalik, rękawiczki i skarpety w tym samym stylu, a  mąż osobisty portret by młoda uznana artystka i świąteczne bokserki w większej ilości. Nie wiem wprawdzie, jak interpretować fakt, ze ja dostałam komplet dziwnych przyrządzików do produkcji trufli czekoladowych, choć jako  żywo nigdy nie zgłaszałam takich marzeń (to jakaś aluzja?), ale ponieważ dostałam, też książki i pachnidła i różne takie miłe drobiazgi, nie zgłaszam uwag do Mikołaja.

A wy? Co dostaliście pod choinkę? Zadowoleni jesteście, czy mogło być lepiej?

22:27, teraz_asia
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 grudnia 2018
o golfowej wigilii

Asia emanuje wdziękiem część druga:

Mąż optymistycznie założył, że niedawna impreza golfowa, na której byliśmy, wyczerpała limit moich wtop towarzyskich i zaprosił mnie na tajemnicze wydarzenie o nazwie "golfowa wigilia", która jednakowoż wigilią na całe szczęście nie była. Przez całą drogę nerwowo dopytywałam, czy aby na pewno nie jest to coś w stylu wigilii z mojej poprzedniej pracy, na której szef wygłaszał orędzie do zespołu, a następnie dzielił się opłatkiem z całą załogą. Tuż po orędziu wymykałam się możliwie dyskretnie do toalety, gdzie przeczekiwałam fazę zbiorowego składania sobie życzeń i obściskiwania z Kasią z produkcji i Kazkiem z reklamy, a i tak zawsze znalazła się jakaś radosna dusza, która rzucała się na mnie, kiedy już przeżuwałam w kącie makowczyk, bo "jeszcze z tobą sobie nie życzyłam". Muszę przyznać, że mój introwertyzm w okresie okołoświątecznym szczerzył kły i warczał głucho na nawet najbardziej ulubionych kolegów z pracy. Nadal dramatycznie wręcz nienawidzę stania naprzeciwko osoby, o której niewiele wiem i dukania czegoś, co przypomina wypowiedzi miss powiatu "i szczęścia, i miłości, i pokoju  na świecie".

Ale zmierzajmy ad meritum, nieprawdaż. 

Wigilia golfowa na szczęście była raczej zasiadanym obiadem na jakąś setkę golfistów, których udało się upchnąć w podziemiach luksusowej knajpy. Obiadem, zaznaczmy, niezbyt smacznym, zwłaszcza, że w przedziwny sposób łączącym tradycję wigilijną i świąteczną. Efekt był wysoce nieapetyczny, ale na szczęście alkohol był serwowany radośnie i bez ograniczeń, co pozwoliło mi przymknąć oko na nieodciągnięcia. 

Nudziłam się okrutnie. No nie będę ściemniać, golfiści są z zasady bardzo nudni dla nie-golfistów. Po trzech minutach przysłuchiwania się, jak to na trzecim dołku ktoś trafił bogeya, oczy robiły mi szkliste i przestawałam przetwarzać dane. Więc uśmiechałam się tylko sympatycznie, przybierając możliwie inteligentny wyraz twarzy i sączyłam białe wino. Znajomi męża chętnie dzielili się ze mną inspirującymi opowieściami, pewni, że to najszybszy sposób nawrócenia mnie na ten cudowny sport. Tak więc wszyscy dużo do mnie mówili, bądź, co było nawet gorsze, bo wtedy to już nic nie rozumiałam, wspominali przy mnie różne fascynujące historie z pola.

Coraz bardziej sympatycznie się uśmiechałam, coraz to kolejne kieliszki białego wina sączyłam, a że jedzenie, jak wspomniałam, było niedobre, sączyłam je raczej na pusty żołądek. Trudno więc się dziwić, że kiedy po kilku tak przesłuchanych (i przepitych) godzinach przedstawiono mi stylowo i kosztownie odzianą damę w wieku dojrzałym, wyrąbałam z zachwytem pierwsze, co mi przyszło na myśl - Jakie ma pani przepiękne oczy! Czy to pani własne? - 

No tak. Byłabym jednak niesprawiedliwa, twierdząc, że to była całkowita porażka i strata czasu. Poznałam mianowicie cudownych ludzi (pomimo ze są golfistami). Pani jest zaginioną siostrą bliźniaczką Joanny Chmielewskiej, a pan ma najpiękniejsze wąsy w stolicy i mówi do swojej żony od lat mniej więcej czterdziestu "Mała". Rzadko kogoś lubię od pierwszego wejrzenia, ale tu mnie trafiło.

PS Niewiarygodne, ale moja post alkoholowa wtopa tym razem wyszła mi na dobre. Dama była zachwycona komplementem i wdała się w szczegółowe opisy odcieni swoich licznych kolorowych szkieł kontaktowych. Uwierzycie? Bo ja z wrażenia niemal wytrzeźwiałam.

Postanowiłabym sobie, że na wszelki wypadek więcej nie będę pić na spotkaniach z golfistami, ale jestem realistką. Tego na trzeźwo się nie da....

22:57, teraz_asia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 grudnia 2018
O nowym podejściu do nauki

Lola po egzaminach próbnych. W nastroju wisielczym, bo poszło jej nawet nie tak sobie, tylko złowieszczo źle. Jedyne, co zaliczyła ze śpiewem na ustach i na 100 % to oczywiście angielski. Ale pomijając już dość oczywiste zawalenie matmy, to wierzyć nie chciałam, jak źle moja oczytana, bystra i naprawdę uzdolniona polonistycznie córka napisała część humanistyczną.

Dzisiaj wróciła do domu zrezygnowana i oznajmiła - Już wiem, czemu tak źle to napisałam. Bo nikt nam wcześniej nie powiedział, jak to robić, że trzeba wszystko pod klucz i nie można nic po swojemu. - 

- I co? - zainteresowałam się - Teraz już wiesz? Pani wam wytłumaczyła? - 

- Tak - westchnęła Lola - powiedziała, że od dziś do kwietnia przestaje uczyć nas myślenia, a zacznie zdawania testów. - 

No i to byłoby chyba zgrabne podsumowanie kierunku, w jakim podąża polska edukacja.

PS Tak, dopytałam Lolę, na czym polega uczenie pod testy i co zrobiła źle. W skrócie - jeśli masz pytanie w tytule rozprawki, np czy warto czytać coś tam - musisz uzasadnić in plus, nie dopuszcza się wariantu, że jednak nie warto czytać, powiedzmy, literatury fantasy. Przykłady muszą być trzy i muszą dotyczyć lektur gimnazjalnych, żadnego tam sięgania do innych tekstów, choćby z podstawówki. Argumenty powinny być oczywiste i iść schematem skojarzeniowym klasycznych, omawianych na lekcjach toposów, choćby tobie motyw wędrówki kojarzył się z Muminkami i byłbyś gotów to udowodnić. Jednym słowem, prowadzą ich na sznurku, żeby nie wyszli z szeregu. No nic, aby do kwietnia.

 

18:53, teraz_asia
Link Komentarze (5) »
niedziela, 02 grudnia 2018
cichy niedzielny wieczór

W ramach prezentu mikołajkowego sprezentowałam dzieciom bilety na Gaelforce Dance - koncert muzyki i tańca irlandzkiego. Nie mam pojęcia, czy to nie nazbyt antyczne rozrywki dla nowoczesnej młodzieży, ale liczę na to, że wrócą tak zachwyceni, jak ja wiele lat temu, kiedy sama obejrzałam to przedstawienie. 

Mąż od dwóch dni szusuje po alpejskich stokach. Wygląda na to, że coroczny męski wypad na narty przebiega w tradycyjnej atmosferze, bo pisze do mnie albo na kacu, albo ze stoku. Żadna z tych aktywności nie wydaje mi się zbyt ciekawa, ale co tam, grunt, że on jest zadowolony.

Siedzę więc w domu sama, piję rumianek karmelowy i i odczuwam głęboką życiową satysfakcję. Mój kalendarz zapowiada się tak ekscytująco! Spotkanie z seksuologiem sądowym w ulubionym klubie i wykład profilera na uczelni, a dla równowagi spacer z alpakami i warsztaty na temat nietrzymania moczu. No tak - to ostatnie brzmi dość niepokojąco, wiem. Ale koleżanka była tak podekscytowana i tak mnie namawiała, że nie miałam serca jej odmówić. Zdam relację, czy było warto. No, i może dowiem się czegoś ciekawego, ostatecznie to coś, co może przytrafić się każdej z nas. 

Skończyłam właśnie szydełkowy sweterek dla drzewa na zamówienie mojej córki. Najwyraźniej klasa Loli nie jest zbyt dobra z botaniki, bo uznali, że drzewa przed szkołą bezwzględnie potrzebują ciepłych, kolorowych okryć na zimę. Uznałam, że mogę kooperować w tym zbożnym dziele, postawiłam jednak na subtelne zielenie i brązy, żeby drzewa nie czuły się zanadto wyalienowane.

A propos Loli. Moja córka chce mieć węża. Albo maltańczyka. Misiek sugeruje dwa w jednym, czyli węża z pieskiem w środku, ja podpowiadam maltańczyka w terrarium, ale Lola jest twarda. Zimnokrwisty gad, jedzący mrożone mysie noworodki, albo biała, rozkoszna puchata kuleczka. Hmm, trudny wybór. Na razie obiecałam jej, że do negocjacji wrócimy, jak już dostanie się do liceum. Może to ją zmotywuje do nauki?

Robię listy prezentów gwiazdkowych, ale przyznam się, że nie mam jakoś do tego serca. Im jestem starsza, tym bardziej nudzą mnie świąteczne rytuały. Najchętniej wyjechałabym w cholerę i darowała sobie choinki, ozdoby i prezenty. Okropnie to brzmi, wiem. Ale chciałbym raz sobie odpuścić i nic, tak zupełnie nic nie robić, po prostu zignorować te kilka dni i zobaczyć, czy wszyscy zginiemy, czy też może nic się nie stanie. Czy was też czasem kusi taki eksperyment?

 

 

 

19:58, teraz_asia
Link Komentarze (11) »