Blog > Komentarze do wpisu
studium szaleństwa

Tak sobie myślę, drodzy państwo, że to jest ciekawy przypadek dla psychoanalityka (są jacyś na pokładzie?). Bo tak - jestem miłą, zrównoważoną osobą w wieku średnim. Mam umiarkowane poczucie humoru, społecznie akceptowalny poziom kultury osobistej i nigdy w życiu nie przejawiałam cienia ambicji, zwłaszcza sportowej. A jednak ostatnio obserwuję u siebie niepokojące objawy.

Oto statystyka mojego pierwszego wyjścia na pole golfowe: 

Raz rzuciłam kijem, sto trzydzieści razy użyłam słów wulgarnych, dziesięć razy chciałam zabić swojego niezwykle spokojnego męża, pięć razy kategorycznie zażądałam natychmiastowego zejścia z pola, dwa razy się popłakałam, trzy razy miałam gwałtowne załamanie nerwowe...

Nasza druga rozgrywka wyglądała podobnie - włączyłam też do repertuaru kopanie piłki nogą do dołka, walenie z furią kijem o trawę, większy zasób przekleństw i intensywniejsze wyrazy wrogości w stosunku do nadal nadludzko cierpliwego męża.

Nieco już zrezygnowany mąż podjął trzecią próbę. Wymaszerowałam z pola w połowie rundy, z uszu mi dymiło, z pyska toczyłam pianę, nawet mąż zaczął przejawiać oznaki irytacji i rozczarowania.

Póki co, nikt nie wspomina o następnym podejściu. I dobrze, bo za każdym razem po zejściu z pola śnią mi się eksplozje, tortury, deszcz ludzkich szczątków i krzyczące w panice tłumy zakrwawionych ludzi. Serio. Tak, mnie też to niepokoi.

No i tak. Golf jako sport jest mi obojętny. Ba. Sport jest mi znacząco wręcz obojętny. Nie mam zupełnie ochoty zostać golfistką. Po prostu z grzeczności chciałam nauczyć się grać na tyle, żeby czasem pograć z mężem. I dupa. Pokonują mnie moje własne, całkowicie niepojęte dla mnie emocje. A, muszę jednak napisać, że gram w tego golfa fatalnie, przez naprawdę duże F (fuck!). No ale na chłodno i logicznie mi naprawdę nie zależy. Ja nie wiem, chyba rzeczywiście położę się na kozetce u jakiegoś Freuda, może mi zdiagnozuje coś z głową. Bo mi trochę męża szkoda. Zainwestował, i mu się nie zwraca...

niedziela, 20 maja 2018, teraz_asia

Polecane wpisy

  • raport skrótowy

    Raport o stanie rodziny po pół roku milczenia: Misiek poleciał i wrócił. Bardzo zadowolony. Zasuwał na tym obozie jak szalony, ale też świetnie się bawił. Zwied

  • Może by tak poczerpać korzyści?

    - Na blogach ponoć można nieźle zarobić - poinformował mnie mąż usłużnie, kiedy znowu narzekałam na moją pracę, a raczej jej brak. Oczywiście natychmiast tapnęł

  • Bolonia

    No ale to było podłe. Serio. Wyobraźcie sobie, że w Bolonii mieliśmy niższą temperaturę niż w Polsce i słońca parę godzin w sumie. Kurtki nawet raz nie zdjęłam

Komentarze
2018/05/23 18:35:42
O matko:) koszmar jakiś :) czyli normalnie Ci golf jest obojętny ale na polu wstępuje w Ciebie diabeł? A próbowałaś na lekkim rauszu? może jednak Ci za bardzo zależy? Wiernie Ci kibicuję, może jednak w US Open zdecydujesz się zwyciężyć :)
-
2018/05/31 18:07:52
Ciekawe zagadnienie.
Poza tym, że nie podoba mi się szata graficzna bloga to powiem, że to się faktycznie nadaje do jakiejś głębszej analizy. Niby mówisz o takim oczywistym znaczeniu golfa dla ciebie, ale jednocześnie nie zachowujesz się tak, jakby to była dla ciebie rekreacja. Psychoanalitykiem zdecydowanie nie jestem, ale nie mogę się oprzeć pokusie zapytania ciebie, jakie myśli ci przychodzą do głowy podczas gry na polu?
-
2018/06/01 22:50:02
Studium szaleństwa spis refleksji luźnych:

Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono. Prawdziwe jak się okazuje nawet na polu golfowym.

Też przyszło mi do głowy, że może w tego golfa nie da się na trzeźwo. Przynajmniej na początku. Umiar jednakowoż wskazany!

A może potrzeba Ci wsparcia? Daj znać, skrzyknę Twoje wierne czytelniczki i przyjedziemy Ci kibicować. O ile nas oczywiście wpuszczą. Postaramy się nie być w dresach. A że na golfie (zapewne) się nie znamy to dla nas i tak będziesz grać cudnie. A przy okazji zrobimy sobie piknik zapoznawczy.

Gdybyś potrzebowała jednak terapeuty to prywatnie znam jednego bardzo dobrego. Na dodatek szaleńczo przystojny (uprasza się Pana męża o niepodsłuchiwanie).

Życie jest za krótkie, by się nim nie cieszyć - więc może jednak olać golfa. A że inwestycja się nie zwróci ? Cóż, tak to już z inwestycjami bywa. Nie zawsze przynoszą kokosy. A poza tym możesz przecież wynagrodzić Panu mężu w inny sposób. Bez podtekstów. Albo i z podtekstem
-
2018/06/08 22:41:14
Rany, jestem beznadziejna...wybaczcie mi brak odpisywania, rzeczywistość mnie ostatnio intensywnie angażuje i nawet bloga nie otwierałam.....a wy mi takie mądre rzeczy piszecie:-)

Mkaroli - słuchaj, i to jest myśl! Gdzie tam na rauszu, ja po prostu powinnam skuć się na sztywno i od razu lepiej mi pójdzie. Ostatecznie przetestowałam to z angielskim, im więcej piję, tym lepiej mówię. Czuje się natchniona, następnym razem zabieram na pole flaszeczkę!

Wild - a wiesz, że mi też nie. Chyba wrócę do tej starej zielonej, bo ta jest taka smętna.
Co do adremu - ja już to przemyślałam i w sumie mniej więcej łapię, że to jest jakaś wykładnia moich relacji z mężem. Jemu strasznie zależy, żebym grała (dlatego tak chodzi koło mnie na palcach). Ja mam poczucie, że go rozczarowuję (bo okropnie źle gram), a równocześnie jestem coraz bardziej zła na niego, że poniekąd czuję się zmuszona do czegoś, co ani mi dobrze nie idzie, ani nie sprawia przyjemnosci. Nie moge tego jednak powiedzieć, bo wiem, że mu tak zależy... I przelewam tę rosnącą furię na grę, bo na męża nie mogę - bo się tak stara, i koło się zamyka. Im jestem bardziej zla, tym gorzej gram. Jakiś obłęd. Złapałam się na tym, że mam psychosomatyczne objawy nerwicy na myśl o grze w golfa. Chyba zacznę sie leczyć...

Nespola - Picie jest doskonałym pomysłem - wypróbuję na pewno. Wsparcie nie jest dobrym pomysłem - żadna ludzka istota nie powinna oglądać tego, co ja robię na polu golfowym, bo to naprawdę okropny widok i skończy się traumą na całe życie.
Psychoterapeuta całkiem serio poszukiwany - ale brońboże przystojny, a zwłaszcza szaleńczo. Z tego powodu zrezygnowałam kiedyś z ginekologa, był po prostu za ładny na tak intymną znajomość, a sama przyznasz, że psychoterapeuta to prawie to samo:-)
Jestem bliska rezygnacji, ale zacisnę zęby i jeszcze kilka razy spróbuję. A nuż coś drgnie i zacznę się przynajmniej dobrze bawić (bo że dobrze grac, to raczej nie). A mężowi nic nie będę wynagradzać, do licha, to on mi jest winien za straty moralne:-)