Blog > Komentarze do wpisu
Asia w golfie

No i stało się. Odbyłam pierwszą lekcję golfa. W jakiejś mrocznej piwnicy, którą mąż był uprzejmy nazwać symulatorem gry. Martin, mój instruktor z Południowej Afryki (golf nie zna granic ni kordonów), był brodaty, słodki i niesłychanie optymistycznie nastawiony. You are natural! - krzyczał z entuzjazmem, kiedy majtałam kijem z prawa na lewo usiłując nie uszkodzić siebie ani Martina. - Wonderful! - podziwiał bezwzględną, aczkolwiek chaotyczną siłę moich ciosów pałką, to jest znaczy, tym...kijem.

Poinformowałam go wprawdzie chłodno, że jest fizjologicznie niemożliwe, żeby równocześnie wypychać zadek do tyłu, uginać kolana, usztywniać ręce, rozluźniać nadgarstki, balansować w lewo i robić L z łokcia, ale wydawał się tym zupełnie nie przejmować. Mąż musiał mu chyba sporo zapłacić, bo Martin tylko rozpaczliwie wywracał oczami, kiedy po raz dwudziesty nazwałam podstawowe narzędzie golfisty stick, a nie club i w desperacji przechodził na łamaną polszczyznę. Co było zupełnie bez sensu, bo po angielsku golf brzmi odrobinę lepiej. Nie wiem dlaczego, ale jak słucham o uderzeniach paterem, czipowaniu i robieniu bogeya, robi mi się tak mdło w środku, jak wtedy, gdy ktoś mówi "ubierz kurteczkę" albo "mając siedem lat, mama kupiła mi kanarka".

Mam zakwasy w łokciu i lewej pięcie, a poza tym boli mnie tak ogólnie wszystko. Ale mąż jest tak szczęśliwy, że aż miło patrzeć. Myślę, że w duszy już widzi nas obydwoje przemierzających ramię w ramię rozległe zielone pola od dołka do dołka. Powiedzieć mu już, że raczej nie? Czy niech się jeszcze chłopak cieszy?

 

piątek, 23 lutego 2018, teraz_asia

Polecane wpisy

  • raport skrótowy

    Raport o stanie rodziny po pół roku milczenia: Misiek poleciał i wrócił. Bardzo zadowolony. Zasuwał na tym obozie jak szalony, ale też świetnie się bawił. Zwied

  • Może by tak poczerpać korzyści?

    - Na blogach ponoć można nieźle zarobić - poinformował mnie mąż usłużnie, kiedy znowu narzekałam na moją pracę, a raczej jej brak. Oczywiście natychmiast tapnęł

  • kwoka jestem

    - Pół dnia dziś waliłam siekierą - pochwaliłam się Loli.  - Kogo? - spytała moja córka z życzliwym zainteresowaniem. Czy tylko mnie się wydaje, że to nie p

Komentarze
2018/02/24 11:03:41
Nie no, spokojnie, myślę, że załapiesz bakcyla, wszak początki bywają trudne,a później ramię w ramię, kijek w kijek i tony piłeczek, ołóweczków i tych takich plastikowych podpórek na piłki, będą się walać po domu:) Wiem, bo szefostwo meza gra i nawet zdobywa medale, tylko ten bałagan mistrzów jest nie do okiełznania!
-
2018/02/24 19:32:09
o rany. Ty go musisz kochać :D A pomyślałaś co będzie jeśli okażesz się lepsza od niego?
-
2018/02/25 21:41:13
Dorota - błagam, nawet mi nie mów..te cholerne ołoweczki i patyczki i znaczniki do pileczek, brrr...Chocby z tego powodu nie mogę grac w golfa. To wszystko co teraz plącze się po domu razy dwa załamałoby mnie całkowicie:-)

Mkaroli - no wiesz, Martin twierdzi, że jestem fenomenalna już po pierwszej lekcji:-) Więc chyba zacznę szykowac półke na puchary:-)
A miłośc nie ma tu nic do gadania, mąż jest po prostu nieprzytomnie, upierdliwie uparty, wczepia się jak buldog i nie puszcza...Więc zgodziłam sie na zasadzie - zrobię co zechcesz, tylko odczep sie wreszcie:-)
-
2018/02/26 19:06:13
Ojej, tak sobie zajrzalam żeby moze odświeżyć stare wpisy (siedze na duuurnym spotkaniu i sie nudze, a fb ma ograniczony zasob ciekawego kontentu) i jaka niespodzianka. Fajnie ze jestes! Twoje wpisy kojarzyly mi sie zawsze z Chmielewska i z Shirley Jackson, i nadal bardzo je lubię :)
-
2018/02/26 19:09:41
A w temacie wpisu, to bedac studencka para z polrocznym stażem, dalam sie namowic na zajecia judo. Wtedy-jeszcze-chłopak mamil mnie, ze przez pierwsze pol roku to takie ogolnorozwojowe... jak 20 osob zaczelo przewracac sie po matach, ucieklam predzej niz weszlam. Musialam byc bardzo zakochana, skoro w to zabrnelam dalej :) teraz juz bym w to judo nie poszla xD
-
2018/02/27 20:24:40
Jehanette - Shirley Jackson to dla mnie komplement na miarę Nobla. Uwielbiam jej poczucie humoru i sposób pisania:-) Więc uroczyście dziękuję!
A co do chłopaka - musiałaś go naprawdę kochać. Chyba nigdy nie kochałam męża na tyle, żeby pójść z nim na judo, brrrr. Nawet na meczu piłki nożnej nigdy nie byłam, mimo lat błagań i przekupstwa...Jezu, i te wdzianka judoków, jak szpitalne szlafroki! Dobrze, że uciekłaś:-)
-
2018/02/28 12:58:47
Zdecydowanie niech się cieszy :)
-
2018/02/28 14:07:48
Na judo nie chodzilam, ale on ze mna zaczal jezdzic konno więc wzięłam na męża ;) na szczescie kwestie sztuk walki mamy juz wyjasniona :D